Prasa o nas

Interes na zabawkach


2018-07-16

Prowadzenie sklepu z zabawkami, zarówno małego osiedlowego, jak i sieciowego w centrum handlowym, nie jest dziecinnie prostą sprawą.

Polska powoli podnosi głowę na europejskim rynku zabawkarskim. Do liderów nam wprawdzie jeszcze daleko, nie mówiąc już o światowych czempionach, takich – jak Mattel czy Hasbro – ale zaczynamy się liczyć nie tylko jako tani i solidni producenci zabawek, lecz także jako coraz większy rynek dla niemieckich firm o tym profilu. Krajowe drewniane zabawki dobrej jakości, jak na przykład te sygnowane znakiem BAJO, są towarem cenionym nie tylko przez Niemców, ale również Anglików, Szwedów i Australijczyków. W naszych sklepach z zabawkami można znaleźć towary z niemal całego świata. Począwszy od zabawek czołowych marek, przez oferty krajowych producentów, po chińską tandetę.

Inspirująca pustka

Zabawki Niebanalne, sklep na warszawskich Bielanach prowadzony przez Marię Lasocką i jej męża Bogdana, działa od dziewięciu lat. Działalność gospodarczą jego właścicielka zaczęła kilkanaście lat temu, otwierając firmę Bemel, produkującą flagi i elementy reklamowe. Interes rozwijał się bardzo dobrze do mniej więcej 2005 r., kiedy to okazało się, że aby nadążyć za innymi, trzeba zainwestować w nowe technologie. Lasocka nie podjęła tego ryzyka i zdecydowała się na spokojniejsze tempo rozwoju i postanowiła otworzyć kolejny biznes. W tym czasie została babcią.

 Zaczęłam kupować zabawki dla  wnucząt – mówi Lasocka. – Ale trudno mi było znaleźć coś ładnego, a jednocześnie rozwijającego. Zabawki reklamowane w telewizji nie są rzeczami, którymi chciałam obdarowywać swmoje wnuki – opowiada właścicielka firmy Bemel.

Lasocka postanowiła otworzyć sklep z nietypowymi zabawkami dla dzieci do ok. 7-8 roku życia. Do współpracy namówiła córkę, która prowadziła e-sklep z wózkami dziecięcymi. Bardzo szybko wcieliły pomysł w życie: zaciągnęły kredyt i zadbały o asortyment.

– Zamiast zorientować się, gdzie są jakie hurtownie, pojechałyśmy spontanicznie do trzech najbliższych i kupiłyśmy zabawki – mówi Lasocka. – Teraz wydaje mi się to kompletnie szalone, bo w listopadzie nie robi się zakupów do sklepów z tego typu asortymentem. Kto miał kupić zabawki pod kątem Bożego Narodzenia, już to dawno zrobił. W hurtowniach są tylko resztki – dodaje.

Konkurencja nie była jednak duża, w bliskiej okolicy sprzedaży tego typu zabawek nie prowadził nikt, więc interes ruszył. Dopiero po świętach Lasocka poobjeżdżała hurtownie, zapoznała się z ofertą zabawkarską dostępną w Internecie i zaczęła kontaktować się z producentami polskimi i importerami zagranicznymi. Po niecałym roku współpracuje z blisko dziesięcioma hurtowniami, ale podkreśla, że nie powinno się przywiązywać do tych już wybranych, tylko cały czas obserwować rynek i wybierać najlepszy towar.

Według znawców branży zabawkarskiej, w ciągu roku można wyróżnić dwa momenty, w których występuje wyraźny skok sprzedaży. Pierwszym jest maj, kiedy klienci kupują prezenty na I Komunię Świętą i Dzień Dziecka. Niezły jest też czerwiec, bo koniec roku szkolnego i dobre oceny na świadectwie często są okazją do tego, by kupić dziecku wymarzoną zabawkę. Drugim momentem jest okres przedświąteczny, czyli listopad i grudzień. W tych miesiącach sprzedaż może być nawet trzy-, czterokrotnie wyższa.

Klientami sklepu Zabawki Niebanalne są osoby, które wyszukują dla swoich dzieci edukacyjnych zabawek, oraz przypadkowi przechodnie. Aby podnieść frekwencję tych pierwszych, Lasocka reklamuje swój sklep w dzielnicy. Umieściła m.in. kilka banerów na parkanach, roznosi materiały reklamowe do pobliskich przedszkoli.

Sklep z kawiarnią i klubem

Natalia Luniak swoją przygodę z biznesem zaczęła od robienia oryginalnych zabawek dla swojej córki. Gdy spodobały się dziewczynce, pomyślała o sprzedawaniu ich innym. I tak, trzy lata później, narodziła się jej sklepo-kawiarnia Kalimba, zlokalizowana w Warszawie przy ul. Mierosławskiego. Gdy Luniak rozkręcała Kalimbę, była studentką i świeżo upieczoną matką. Lubiła ciekawy dizajn, dostrzegała lukę na rynku nietuzinkowych zabawek dla dzieci, więc wizja posiadania miejsca z takim asortymentem dla maluchów szybko przypadła jej do gustu. Postanowiła w ofercie mieć głównie zabawki robione przez siebie, kilku zagranicznych producentów oraz książki atrakcyjne według niej pod kątem treści i grafiki.

Właściciele małych sklepów z niesztampowymi zabawkami czasem, oprócz sprzedaży, zajmują się dodatkowo małą gastronomią lub prowadzeniem innych usług, takich jak warsztaty kreatywności, przedstawienia, czy spotkania z literaturą dla najmłodszych. Ofertę poszerza się po to, by spopularyzować miejsce i zintensyfikować zyski. Tak właśnie działa placówka Luniak.

Sprawdzona marka

Małe sklepy zabawkarskie muszą konkurować też z dużymi sklepami i wyspami z zabawkami znajdującymi się w centrach i galeriach handlowych, również tymi we franczyzie. Jedną z takich marek jest Toy Planet, obecny na rynku zabawkarskim już od 10 lat. Obecnie sieć liczy 39 sklepów. Franczyzodawca – firma Wojtex – postanowiła ożywić nieco koncept i sięgnąć po nowy format handlowy, czyli wyspy Toy Planet Baby.
– Wyspy handlowe z roku na rok zyskują na popularności. Biznes ten jest świetną propozycją dla przedsiębiorców, którzy poszukują tańszych rozwiązań inwestycyjnych. Co więcej, stoisko daje szansę na dotarcie do dużej liczby odbiorców – wyjaśnia Wojciech Goduński, właściciel firmy Wojtex. – Klienci oczekują, że oferta wysp będzie niejako uzupełnieniem asortymentu ze sklepów stacjonarnych. Dlatego stoiska Toy Planet Baby zaproponują im przede wszystkim zabawki edukacyjne i kreatywne znanych światowych marek, o wysokiej jakości wykonania oraz w pełni bezpieczne.

Format wysp jest przeznaczony do galerii handlowych. Przy stoisku o wielkości 9 m2 koszty inwestycji zaczynają się od 34 tys. zł. W tej sumie mieści się wykonanie samej wyspy (20 tys. zł), z meblami, oświetleniem i logo Toy Planet oraz jej zatowarowanie (koszt to ok. 1,5 tys. zł za m2).
– Wyspa, ustawiona w ciągu komunikacyjnym galerii, jest dobrze widoczna dla odwiedzających, zapewnia stały przepływ klientów – mówi Wojciech Goduński. – Dużym atutem jest możliwość stworzenia atrakcyjnej ekspozycji, dostępnej z czterech stron, co jeszcze efektywniej przekłada się na sprzedaż. Kolejny plus to zdecydowanie niższe czynsze niż w przypadku sklepów stacjonarnych.

W sieci Toy Planet można również otworzyć pełnowymiarowy sklep. W tym przypadku franczyzodawca także preferuje lokalizacje w centrach handlowych. Lokal powinien mieć powierzchnię od 50 do 200 m2. Kwota inwestycji – według szacunków licencjodawcy – to 120 tys. zł. Ani w przypadku otwarcia sklepu, ani też wyspy handlowej franczyzodawca nie pobiera wstępnej opłaty licencyjnej. Miesięczna opłata franczyzowa, przy każdym formacie, wynosi 3 proc. od obrotu netto. Nie ma opłaty marketingowej.

Franczyzobiorcy przechodzą bezpłatne dwudniowe szkolenia z zakresu m.in. obsługi klienta i standardów wizualizacji. Otrzymują wsparcie licencjodawcy podczas przygotowywania i otwierania placówki oraz listę sprawdzonych dostawców asortymentu, wraz z wynegocjowanymi przez sieć rabatami i warunkami współpracy.

Zagrożenie w Internecie

Rynek zabawek, będzie się rozwijał – twierdzą przedstawiciele branży. Rodzice są coraz bardziej świadomi jakości poszczególnych produktów, coraz rzadziej sięgają po tanie, chińskie wyroby. Natomiast dzieci ulegają sile reklamy i proszą o konkretne zabawki, widziane w telewizji. Dlatego właściciele większych sklepów z markowymi rzeczami nie muszą się obawiać spadku wartości rynku. Jedynym zagrożeniem dla sklepów tradycyjnych są e-sklepy, w których te same produkty sprzedawane są po niższych cenach. Mimo to, wciąż wielu klientów chce zobaczyć i wziąć do rąk zabawkę, nim ją kupi. Poza tym gros babć i dziadków w dalszym ciągu niechętnie korzysta z Internetu.

 


Zobacz artykuł

Budowanie reputacji w sieci


2018-07-12


Zobacz artykuł

Franczyzy, które najbardziej interesują Polaków


2018-07-02